Róz i już! rimell by kate

Zacznijmy od tego, iż nie jestem fanką pomadek, zwykle wolę błyszczyki. Kocham wyraźnie zaznaczone usta, ale w przypadku
pomadek – zwłaszcza czerwonych, miałam pomazane zęby jakbym grała wampira w zmierzchu, a po godzinie wyglądałam jakby
pomadka zaczęła żyć własnym życiem i dostała małych złośliwych nibynóżek,
rozchodząc się poza kontury ust i wyglądałam jakbym ostatnią godzinę spędziła całując się namiętnie z wielkoustym
murzynem.

Jednak gdy zobaczyłam ten obłędny kolor postanowiłam dać “Kaśce” szansę.
I od tamtego momentu przepadłam bez reszty – noszę ją tak często, że obawiam się że w końcu zdradzę błyszczyki i będę
podpisywać się wszędzie odciskiem swoich ust.

Po pierwsze – nie migruje, trzyma się bez zarzutu na moich nie umiejących przestać gadać ustach, po 3h delikatnie i
równomiernie się wyciera i wymaga delikatnej poprawki.
Po drugie kolor – zakładając ją na usta przekształcam się niczym transformers z małego garbuska w różowe ferrari
Po trzecie zapach – oj jak ja nienawidziłam zapachu pomadek – kojarzyły mi się z rodzinnymi spędami, gdzie zawsze znalazła
się jakaś stara wypomadkowana ciotka próbująca mnie wycałować (brrrrrr! to powinno być prawnie zakazane!)
A ta pomadka – cud miód i orzeszki – pięknie pachnie ale zapach nie jest nachalny na tyle żeby po minucie mieć go dosyć.

Lekkim minusem jest lekkiewysuszenie ust ale na to się przecież nie umiera, prawda?:)

Reasumując- jez pewnością chcę więcej!

 

 

zdjęcie014 zdjęcie015

Advertisements
Standard

A tu zaszpachlujemy…

Gdy wszędzie króluje sezon na grila u mnie rozpoczał się sezon na remont.
Szlifierka pochukuje w kuchni, a ja niczym mistrz sztuki władania samurajskim mieczem przycinam tapetę
(nie tą na twarzy oczywiście:)).
Po wielu stoczonych bitwach wiem jedno – nic nie znaczy czeluść i ogień piekielny, bo tylko wtajemnczeni wiedzą,
że remont to ZŁO.
W chmurze pyłu, który wdziera się wszędzie nie potrzebuje pudru i samoopalacza, bo po godzinie wygladam jak z wczasów
na majorce – dziko spocona, pokryta kurzem grubości kilku milimetrów sprawnie imitujacym piekną brazową opaleniznę.
I tylko myśl o gorącej, pachnącej kąpieli z duuuużą ilością piany ratuje moje myśli przed totalnym obłąkaniem.
Wracam więc na plac boju – jeszcze kilka bitew do wygrania, 3 litry potu do wylania i ogłoszę zwyciestwo (i hope:))

Standard

Słowem wstępu

Witajcie kochani!

Pierwsze słowa zwykle przychodzą trudno, na szczęście macie doczynienia z wyjątkową gadułą, która jak zacznie trajkotanie to nie może skończyć i tylko nieśmiałe ziewanie słuchacza oznajmia, że czas już kończyć.

Blog jak blog każdy widzi, z czasem pewnie ewaluuje i bardziej się rozwinie pochłaniając więcej mojego nocnego czasu niż teraz planuje na niego poświęcać.

Tematyka kosmetyczno- życiowa, także możecie się spodziewać postów w stylu jak nałożyć odpowiedni krem z kwasem i nie skończyć z wyglądem niczym głodny rozpadający się zombie, oraz recenzji kosmetyków, które przez mój zakupocholizm wpadną w moje małe zachłanne łapska tylko po to żeby wam pokazać ich działanie, kolor, konsystencje itp ( sasasa każde usprawiedliwienie zakupu jest dobre;))

Zastrzegam, że mogą pojawić się posty życiowo- życiowe ot taki ekshibicjonizm kobiety, której czasem się nudzi i nie może spać po nocy tylko wcina lody i wymyśla co by tu jeszcze, ewentualnie zostaje nawiedzona przez jednorożce, różową tęczę i na twarzy pojawia się w końcu banan z zadowolenia.

Żeby nie przełużać przygotujcie się na mały zwariowany kosmetyczny roller coaster zapnijcie pasy, wyciągnijcie czerwone szminki i niech moc bedzie z Wami:)

Standard